Jeszcze dwa lata temu byłem w pełni sprawny, przebiegłem 5 maratonów:) Dla nie wtajemniczonych maraton ma 42km 195m - te 195 metrów zawsze bardzo szybko biegłem wzbudzając radość kibiców:) Lata wcześniej trenowałem piłkę nożną chodząc do piłkarskiej klasy. W 2008 roku wszystko się skończyło. A zaczęło się tak: swoją, jeszcze wtedy dziewczynę, zapakowałem do auta i powiedziałem, że jedziemy do Szczecina:) Jednak, ku jej zdziwieniu, ze Szczecina pojechaliśmy do Niemiec, z Niemiec do Austrii, z Austrii do Włoch i znaleźliśmy się w Wenecji:) Tam wskoczyliśmy w tramwaj wodny i ruszyliśmy na Plac Św. Marka. Na w/w placu, uklęknąwszy na kolano, poprosiłem ją o rękę:) Nie oglądając pierścionka - zgodziła się!!!
Wróciliśmy do domu - do Słupska. I wtedy zaczęły się dziać jakieś hocki klocki. Cały wyjazd owiany był tajemnicą przed Pauliną i moimi rodzicami, bardzo byłem zestresowany.Te hocki klocki to problemy z równowagą, poranne wymioty, wymioty w ciągu dnia... W Warszawie dowiedziałem się co mi jest - stwardnienie rozsiane. Nie byłem w stanie powiedzieć tego przez telefon mojej narzeczonej - napisałem smsa.
Reakcja mojej narzeczonej była bardzo pozytywna - napisala, że zawsze będzie ze mną - to postawiło mnie na nogi. W najbliższym czasie przeleżałem w szpitalu w Warszawie troche czasu. Pobrali mi płyn mózgowo - rdzeniowy z kręgosłupa - samo pobranie nie boli, gorzej jak wystąpi Zespół Popunkcyjny, który oczywiście wystąpił:) 2 tygodnie płaskiego leżenia w szpitalu, częste wymioty, potworny ból głowy - to rzeczy, które nie należą do przyjemnych. Wyszedłem ze szpitala, żeby zaraz wrócić i wziąć sterydy, które bardzo mi pomogły (chodzenie miałem już dość kiepskie). Myślałem, że już wszystko będzie okey - najwyżej raz w roku rzut. Jak bardzo się myliłem..
Więc zaczęło się w październiku, kiedy zaczęła mnie bardzo boleć głowa. Z początku wystarczała kawa, tabletki przeciw bólowe. Potem musiałem schylać głowę bo inaczej nie mogłem jej trzymać ze względu na ból. W końcu wylądowałem w szpitalu. Powiedzieli, że niczego złego się nie spodziewają, ale na wszelki wypadek wyślą mnie na tomograf do innego szpitala. Po spędzonej nocy w szpitalu, wsiadłem do karetki i pojechałem na tomograf. Po tomografie zaroiło się od lekarzy, zaczęli mnie pytać czy miałem jakiś uraz itd. Dowiedziałem się, że mam wodniaki w głowie i one powodują taki ucisk, że trzeba je usunąć. Zapytali czy się zgadzam. Będąc w szoku odpowiedziałem: "tak". Ból głowy był już na tyle mocny, że mogłem tylko leżeć. Zostałem już w tym szpitalu. Operację miałem od razu następnego dnia - była to tak poważna sprawa, że zmienili harmonogram operacji w szpitalu.
Następnego dnia, w dniu operacji, ze strachu zwymiotowałem - w końcu będą robić coś w mojej głowie! Około godziny 9 rano pielęgniarka przyszła do mnie z maszynką do golenia, poprosiła mnie do łazienki i tam zaczęła mi golić głowę. Było to na tyle dziwne uczucie (od zawsze miałem bujną fryzurę), że zrobiło mi się słabo i pozostałą część golenia głowy dokonczyliśmy na krzesełku:) Kiedy byłem już zupełnie łysy (pierwszy raz w życiu!) czekałem. Przed godziną 10 przyjechało po mnie łóżko:) Położyłem się na nie no i pojechałem:) Sala operacyjna wyglądała raczej skromnie. Pani anestezjolog wypytała mnie o wszystko i zaczęła mnie usypiać. Powiedziała do mnie: "już śpisz", na co ja jej odpowiedziałem: "wcale nie":) Jednak nagle poczułem się inaczej, nie mogłem niczym ruszać - tylko oczami! Po chwili zasnąłem. Obudziłem się jak mnie wieźli do szpitalnego (12-osobowego!) pokoju i oczywiście zwymiotowałem:) Była żona. Byli rodzice. Coś pogadaliśmy, ale tak niewyraźnie. Zasnąłem. Po około 3 godzinach snu byłem już w pełni osiągalny i kontaktowy:) Na głowie miałem bardzo duży opatrunek. Wyczułem, że są dwie gąbeczki - więc zrobili mi dwie dziury.
Włosy zaczęły mi odrastać. Czułem się na tyle dobrze, że kiedy usłyszałem od podopiecznego w pracy, że trzeba jechać wymienić akumulator, od razu go chwyciłem do samochodu i pojechałem do sklepu. Akumulator był dość ciężki ale jakoś go niosłem. Wszedłem do sklepu, chciałem go postawić na betonowej podłodze i nagle urwała się plastikowa rączka. Akumulator pociągnął mnie do ziemi. Uderzyłem głową o posadzkę. Okulary gdzieś spadły. Nigdy tak mocno nie uderzyłem głową o podłogę. Krew lała sie z nosa. Sprzedawczyni ze sklepu wezwała karetkę. Pojechaliśmy do szpitala. Po kompleksowych badaniach, podczas których miałem hiperwentylację - powiedzieli mi, że za szybko oddycham:) Mi się wydawało, że oddycham normalnie tylko przestałem móc ruszać nogami i rękami:) Nos był cały ale po czasie zauważyłem, że jest krzywy:) Bardzo krzywy. Moje auto spod sklepu odebrała koleżanka z pracy. Ze szpitala zabrał mnie tata. To było miesiąc po operacji głowy:) Mogę tylko się domyślać co czuła żona i rodzice. Oczywiście co się może zdarzyć, zdarzy się na pewno - tak było i tym razem.
W nocy zaczęła mnie bardzo boleć głowa - ten ból już znałem. Obudziłem żonę. Kazałem jej zawieźć mnie do szpitala. Leżąc na szpitalnej ławce (jedyna pozycja, w której głowa nie bolała tak bardzo), czekałem na tomograf. Wynik bardzo rozzłościł lekarza - 5mm krwiak podtwardówkowy (w szpitalu dowiedziałem się, że zdarza się raz na 7 lat). Najbardziej oberwało się tacie - lekarz zaczął krzyczeć, że jak ja mogę nosić ciężkie akumulatory skoro miałem poważną operację głowy. A przecież to ja sam, nie mówiąc nikomu nic, chwyciłem akumulator i pognałem do sklepu - skąd mogłem wiedzieć, że urwie się rączka? W szpitalu trochę poleżałem - prawie 3 tygodnie! Lekarze czekali aż krwiak się wchłonie. Jednak nie wchłonął się a powiększył. Znowu operacja, golenie głowy, usypianie (tym razem po mojej interwencji wyszło lepiej - od razu zasnąłem).
Ze szpitala wypisałem się na własne żądanie - trochę wcześniej pozwolili mi pójść do domu, ale jak zawsze wróciłem bo bolała mnie głowa (po pierwszej operacji było tak samo - miałem obrzęk mózgu - na to umarł sam Bruce Lee!). Wróciłem bo się wystraszyłem, że znowu mam obrzęk. Jednak będąc w szpitalu głowa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestała mnie boleć.
Minął już rok od tamtych wydarzeń - jest wszystko ok, tylko okazało się, że choroba bardzo przyśpieszyła:( Rok temu chodziłem bez żadnego wspomagania, teraz chodzę o dwóch kulach.